„Kot jest fałszywy. Wierutne kłamstwo. Wprost przeciwnie –  Futrzak jest na ogół szczery aż do bólu. O czym wie każdy (człowiek, chomik, czy pies), komu Kot pozwala ze sobą mieszkać. Czy ktoś na przykład widział, żeby twój Sierściuch wyrażał radość na widok dalekiej krewnej, która bez uprzedzenia postanowiła cię odwiedzić? A ty i owszem – wyrażasz, aż obłuda ci bucha uszami. Albo żeby Kocior na niesmaczną potrawę zareagował inaczej niż stanowczą odmową lub uporczywym rzyganiem? A ty? Ileż to razy bez mrugnięcia okiem zjadłeś coś paskudnego i jeszcze entuzjastycznie chwaliłeś kulinarne talenty częstującej cię osoby? Świat też nie widział, aby Kot entuzjazmował się widokiem zaślinionego i rozwrzeszczanego niemowlęcia. „Jakie urocze dziecko” – mówisz w takich razach, uśmiechając się obłudnie do swoich przyjaciół, wpatrzonych z rodzicielską dumą w najpaskudniejszego noworodka, jakiego w życiu widziałeś. I kto tu jest fałszywy?”

„– Opuściłeś się w obowiązkach i Kot osobiście musiał ci przypomnieć o pustej misce. Wstyd! Chcesz jak najszybciej nadrobić zaniedbanie. Pędzisz do lodówki, wyjmujesz puszkę i czym prędzej napełniasz mięsem miskę. Zadowolony czekasz na pochwałę. Błąd! Przecież Kot wiele razy ci tłumaczył, w jakiej temperaturze ma być podane jedzenie. Nawet na przykładach. Pamiętasz, jak ci przyniósł upolowanego ptaka? Schłodził go przedtem? No właśnie.”

Wizyta z Kotem u lekarza to sport ekstremalny dla wyczynowców. Kot bowiem użyje wszystkich dostępnych mu (i niedostępnych, czy wręcz zakazanych prawem) środków, aby utrudnić człowiekowi szlachetną misję zadbania o Jego zdrowie. Z psem sprawa jest prosta. Zaciągniesz go na smyczy albo przepchniesz za zadek, ale w końcu jakoś tam dotaszczysz do medyka. I jeszcze na początku będzie się cieszył, bo pomyśli, że idzie na spacer (pies, nie medyk).”

„Dopadłeś Go i próbujesz upchnąć do specjalnego, zalecanego przez hodowców transportera, czy tam innej dużej torby (do której w innych okolicznościach sam dobrowolnie wchodził wielokrotnie i z lubością). Nic z tego. Zapiera się jak może, przy czym okazuje się, że tak naprawdę to twój Kiciuś ma z osiem łap, ze trzy ogony i co najmniej cztery łby, więc wpakowanie tego całego dobra, nawet do kontenera, graniczyłoby z cudem. Nachodzi cię chwila refleksji, bo jeszcze niedawno widziałeś, jak bez trudu, dobrowolnie zmieścił się do pudełka po butach.
Na marginesie dodajmy, że jest oczywiście metoda transportu „na żywca”, czyli na rękach, ale jeden nieszczęśnik, który się na to zdecydował, dotarł do lecznicy z Kotem na głowie. Na szczęście była zima, to udawał, że przyszedł w futrzanej czapce.”

 

„Kocia wersja uczczenia świątecznej choinki wygląda następująco: szykujesz barszczyk wigilijny, ściągasz Kota z połowy drzewka. Kroisz karpia, odrywasz kota od wierzchołka choinki, wyrywając mu jednocześnie z pazurów ozdobny czub, który przywracasz ogołoconemu drzewku. Ucierasz mak, odbierasz Kotu pamiątkową bombkę (jeszcze po babci), która od pokoleń jest w twojej rodzinie, a którą to ozdobę twój Kocior wesoło turlał sobie po podłodze. Lepisz uszka, zmiatasz z podłogi resztki wspomnianej bombki, która jako szklana i wiekowa, źle zniosła ponowne turlanie (chociaż przedtem przetrzymała zarówno nazistę, jak i bolszewika). Doprawiasz kapustę, znowu ś

ciągasz kota z wierzchołka choinki. Studzisz kompot, sprzątasz resztki kolejnej bombki. I tak całe święta… czyli po naszemu „w koło Macieju”. Radosny hardcore na cztery łapy, pazury, ogon i choinkę. Kolęda Kociora na bombkę i dzwoneczek. I jeszcze na dokładkę, aby cię już ostatecznie pognębić, Koteczek ukochany darowany opłatek i owszem zeżre, ale o przemawianiu ludzkim głosem mowy nie będzie. W końcu nie po to Kot opracował specjalny miauk do zarządzania zasobami ludzkimi, żeby się teraz miał wygłupiać”